Kilka być może (nie)banalnych spojrzeń na Boże Narodzenie



Myśląc i pisząc o Narodzeniu Jezusa łatwo rozbić się o banał, a jednocześnie, jeśli popatrzymy na to wydarzenie „świeżym” okiem…  to przecież PRZYJŚCIE DZIECKA zwiastuje radość, czułość, odpowiedzialność i niesamowitą przygodę. Z całą pewnością Mały Jezus jest tym DAREM I TĄ ZMIANĄ w życiu, której najgłębiej pragniemy. Jaka to zmiana? Każdy z nas musi odpowiedzieć sobie sam na to pytanie w zaciszu własnego wnętrza, dotykając niejednokrotnie tematów, które bolą, uwierają, albo takich, do których niebezpiecznie się przyzwyczailiśmy, choć wiemy, że wymagają troski i pochylenia . W tym wpisie natomiast poruszę dwa aspekty, które dla mnie i dla mojego życia posiadają znaczenie…


Bóg ukochał ludzkie ciało….

Ciało zostało nam podarowane byśmy mogli urzeczywistniać Miłość na nieskończenie wiele sposobów. Tymczasem to, wokół czego oscylujemy najczęściej to huśtawka pomiędzy akceptacją i nieakceptacją własnego ciała.  Moje własne doświadczenia, a także obserwacja rzeczywistości motywuje mnie do twierdzenia, że brak akceptacji własnego ciała prowadzi do  nieustannej koncentracji na sobie, a przynajmniej na świadomym bądź podświadomym poszukiwaniu tejże akceptacji na zewnątrz. I oczywiście huśtając się w ten sposób, robimy wiele dobra. Pomagamy tym, którzy tej pomocy potrzebują, pracujemy, przytulamy, pocieszamy, gotujemy obiad, szykujemy kanapki do szkoły, ale wciąż czujemy się głodni, dziurawi, niepełni… Jezus akceptuje ludzkie ciało do tego stopnia, że odziewa się w nie. Niesamowity jest fakt, że Bóg ma tęczówki, rzęsy, włosy, paluszki, które zaciska na palcu Mamy, czy Taty, posiada usteczka, brzuszek, stópki. Jak wielka i akceptująca musi być Miłość Jezusa, skoro godzi się na doświadczenie posiadania ciała…. My myśląc o tym fakcie natychmiast wskakujemy na tzw „wysokie C”, czyli zaczynamy rozważania o tym, że nieskończony Bóg przybrał postać skończoną itd. No i jest w tym racja, ale jak bardzo tego rodzaju stwierdzenia ułatwiają nam odsunięcie Boga od naszej rzeczywistości na półki tzw wyższej kontemplacji, dostępnej wybranym… A gdyby tak na całą sytuację spojrzeć bardziej realistycznie i tym samym skrócić dystans pomiędzy nami i Bogiem? Zapewne w trybie natychmiastowym odezwą się w naszych wnętrzach głosy: Ale czy to się godzi? Czy aby na pewno przystoi? Otóż tak! Bóg sam pokonał dystans, który oddzielał Go od nas w sposób zjawiskowy! Zatem nasza kolej. Zastanówmy się… Jeśli Bóg objawił swą nieskończoną Miłość poprzez Wcielenie, to czy właśnie w obszarze cielesności nie jesteśmy całkowicie przyjęci, akceptowani i ukochani? Tak! Jesteś ukochana Ty, która „powinnaś” schudnąć i po raz kolejny nic z tego nie wychodzi. Jesteś umiłowany Ty, który zapadłeś na ciężką chorobę, masz obolały kręgosłup i zdajesz się sam sobie nieprzydatny do pracy, do życia w społeczeństwie i do życia w ogóle. Jesteś Kochana Ty, która bolejesz nad kolejną zmarszczką, poranną sztywnością stawów nad własnym nieuchronnym przemijaniem. Jesteś ukochany, Ty, który nie masz odpowiedniej rzeźby i mięśni wytrenowanych na siłowni. Jesteś ukochana Ty z brzuchem po ciąży, który już nie jest taki jak dawniej. Jesteś Ukochany Pięciolatku z łysą głową, zmagający się z białaczką…. Jesteś ukochana Ty po licznych operacjach, której ciało przypomina bliznę….

Dla Boga nie ma przeszkód, gdyż nawet nasz grzech unicestwił. Jedyne, co może Go pokornie zatrzymać, ustawić w dystansie jesteśmy my sami. Czy pozwolisz by Bóg pokochał Twoje ciało, by spojrzał na nie czule, by wyraził podziw i bezgraniczną akceptację…. Wreszcie by owinął swoje małe paluszki wobec Twojego całkiem sporego już palca? I uśmiechnął się do Ciebie najcudowniej na świecie, bo w taki sposób jak tylko małe Dziecko potrafi?

On jest w tym co małe, zwyczajne…

Innym sposobem na to, by Boga ustawić w dystansie wobec nas jest… Dzielenie z Nim bardzo określonych obszarów, czy też przestrzeni życia. Np. jesteśmy w stanie przyznać, że Bóg jest z nami tylko wówczas, gdy znajdujemy się w kościele, na Mszy świętej, czy Adoracji, wtedy kiedy słuchamy nabożnych konferencji w Internecie, gdy odmawiamy różaniec…. I oczywiście – mamy rację. A jednak Bóg pragnie być z nami w tym, co małe. Dlaczego? Ponieważ wybiera małość. Przejmująco mówi o tym Papież Franciszek: Ten, który ogarnia wszechświat, musi być trzymany w ramionach. On, który stworzył słońce, musi zostać ogrzany. Uosobienie czułości potrzebuje utulenia. Nieskończona miłość ma maleńkie serce, wydające słabe uderzenia. Odwieczne Słowo jest niemowlęciem, to znaczy niezdolne do mówienia. Chleb Życia musi być karmiony. Stwórca świata jest bezdomny. Dziś wszystko się wywraca: Bóg jako mały przychodzi na świat. Jego wielkość daje siebie w małości.“

I dalej: Ale co to konkretnie znaczy: przyjąć małość? Przede wszystkim uwierzyć, że Bóg chce przyjść do małych rzeczy w naszym życiu, chce zamieszkać w codziennej rzeczywistości, w prostych gestach, które wykonujemy w domu, w rodzinie, w szkole, w pracy – mówił Papież. – To właśnie w naszym zwyczajnym życiu chce dokonać rzeczy niezwykłych. I jest to przesłanie wielkiej nadziei: Jezus zachęca nas byśmy docenili i odkryli na nowo w życiu rzeczy małe. Jeśli On jest tam z nami, to czego nam brakuje?“

Cytowane fragmenty pochodzą z kazania, które Papież Franciszek wygłosił na tegorocznej Pasterce. Perspektywa podzielenia z Bogiem najmniejszych naszych czynności i gestów dnia codziennego z jednej strony jest zachwycająca do głębi, z drugiej zaś wymaga zmiany w naszych utartych sposobach myślenia, wymaga skracania dystansu pomiędzy nami a Bogiem, w którym to nieraz czujemy się komfortowo, wymaga otwartości na bardzo konkretną bliskość. Wreszcie rozpoczyna niesamowity proces naszego upodabniania się do Chrystusa, czyli po prostu wzrastanie w  ŚWIĘTOŚCI. I tego pragnę Wam i sobie życzyć u progu Nowego Roku, który zbliża się wielkimi krokami. Przede wszystkim, niech Pokój otuli Nasze serca. Niech Boże Dzieciątko ucałuje i ogrzeje te przestrzenie w Nas , które być może stały się twarde pod wpływem doznanego  trudu i smutku. Niech ukołysze każdy ból, każdy strach. Niech ukoi wszystkie te miejsca w naszych wnętrzach, które dotkliwie odczuły stratę, czy opuszczenie. Niech w miejsca, gdzie napotkaliśmy obojętność ludzką, zasieje ziarenka Miłości i czułości. Życzę , aby Nowy Rok, przyniósł Nam Wszystkim nowe nadzieje i perspektywy rozwoju. Niech spełniają się Wszystkie Nasze marzenia, od tych najmniejszych, po te, które zdają się mieć naklejony kwitek z napisem: „Nierealne”. I bądźmy  zdrowi, miejmy dobry apetyt i setki tysięcy powodów do radości każdego dnia…

Product added to wishlist
Product added to compare.

Nasza strona używa cookies zgodnie z obowiązujacymi zasadami Unii Europejskiej.