Adwent pełen czułości? A może o tym, jak czekać aby się doczekać?

Adwent pełen czułości? A może o tym, jak czekać aby się doczekać?

Każdy przeżywa Adwent na swój sposób. Wśród nas znajdą się fani różnorakich wyzwań adwentowych, dodatkowo wprowadzamy nasze postanowienia, które, mają być pomocą w przemianie serca. Przypuszczam, że wielu z nas przerobiło jedno z najsłynniejszych postanowień adwentowych, czyli „nie jem słodyczy”. Taktownie nie pytam jak poszło, bo sama w tej materii odniosłam zarówno sukcesy, jak i porażki. Są wśród nas osoby, korzystające z daru adwentowego czasu, starają zbliżyć się do samych siebie, poznać swoje potrzeby i emocje być może dotąd ignorowane i spychane. Myślę, że każda z wymienionych dróg może nam przynieść wiele radości i rozwinąć wiele pod warunkiem, że pośród licznych celów, pojawia się jeden najistotniejszy – głębsze poznanie Boga. Czasem popadamy w rutynę i zatrzymujemy się na dobrze znanych nam obrazach: wieniec adwentowy, cztery świece, corocznie czytane fragmenty Ewangelii, które tak naprawdę znamy na pamięć, liczne i niezwykle piękne ujęcia Maryi w zaawansowanej ciąży… Dalej lampiony adwentowe, pieczenie pierniczków, wreszcie jarmarki świąteczne, Mikołaje i promocje w sklepach….Wszystko to, jeśli zbliża nas do Boga i siebie nawzajem , stanowi wartość. Ale… Czy my nadal potrafimy czekać? I czy w ogóle czekamy? Oczywiście, przygotowujemy się do Świąt Bożego Narodzenia z oddaniem, cieszymy się na to, co przed nami. Być może te Święta dla wielu z nas będą trudne, dla innych szczęśliwe…

Coroczny slogan, czy przestrzeń pulsująca życiem ?



Czasem zastanawiam się nad tym w jaki sposób na Jezusa czekała Maryja. Co wtedy czuła? W jaki sposób zawiązywała relację z Jezusem, wówczas, gdy nosiła Go pod sercem. Próbuję wyobrazić sobie Jej radość, kiedy wyczuła pierwsze ruchy Maleństwa, ale też Jej zastanowienie nad tym, jaki będzie to Chłopiec. Wiedziała przecież, że nosi Syna Bożego…. Syna, którego podarował nam Ojciec Niebieski. Jednocześnie jestem pewna, że Maryja całkowicie poddała się narastającej i nieopanowanej fali najczulszej Miłości do Jezusa, ukrytego w Niej. Miłość ta wypełniała Ją całą, każdą cząstkę Jej istnienia. Dlaczego? Jeśli poznajemy jaki jest Bóg zakochujemy się w Nim bez pamięci… Maryja kochała i czekała. Czy jednak na pewno możemy powiedzieć, że już wtedy znała Jezusa? Na pierwszy rzut oka wydaje nam się, że było Jej łatwiej… Przecież Anioł wyjaśnił co i jak, wszedł z Nią w bardzo intymny dialog… Jednak nie powiedział Jej niczego, czego i my nie wiemy! Ale czy my potrafimy czekać?


Dzisiejszy świat jest prędki. Posiadamy ułatwiony dostęp do wielu dóbr, nie musimy czekać, gdyż wiele kwestii możemy załatwić szybko. Lubimy jasne sytuacje, proste, dookreślone. Czy potrafimy czekać na Boga, który jednak zawsze wymknie się naszym wyobrażeniom, na Tego, który pozostaje miłosną Tajemnicą, na Tego. Który pragnie być nieustannie odkrywany i przyjmowany w nowych sytuacjach i kontekstach naszego życia… To prawda bywamy znużeni. Oczekiwanie przedłuża się… I powstaje kolejne ważniejsze pytanie: na jakiego Boga czekamy?


Jaki jest Twój Bóg?

Kiedy myślę o tym, jaki jest Mój Bóg natychmiast mam ochotę „wylądować” w jakiejś bezpiecznej przestrzeni,  którą znam a więc widzę ubogą stajenkę, mnóstwo siana ciepły blask świecy, Święta Rodzina…. Powraca do mnie obraz bożonarodzeniowej szopki, umieszczonej w bocznym ołtarzu kościoła w mojej rodzinnej miejscowości. Natychmiast za nim pojawiają się wspomnienia najbardziej szczęśliwych, ale też najbardziej smutnych Wigilii… Wreszcie czarnoskóry gipsowy Król – jeden z
Trzech  Mędrców, któremu odpadła ręka… Wszystko, to rozczula i ociepla, ale czy dotarliśmy do sedna? Nie. Dotarliśmy do bezpiecznych „widoków”, które dobrze znamy. Czasem zbyt dobrze, bo wpędzają nas w rutynę czułostkowość  i przekonanie: „No przecież wiem….Przecież znam, przecież wszystko już zostało powiedziane. Czy aby na pewno? A jednak w Bogu zachwyca mnie pociąga i czasem mocno onieśmiela, nieustanne podążanie w głąb. Chrystus pragnie być bliżej i bliżej. To jasne – powiesz przecież- czekamy na Maleńkie Dzieciątko, Emmanuela, Boga z nami…I pewnie jesteśmy w stanie przytoczyć fragmenty Pisma Świętego, dotyczące Jego Narodzenia. Być może czytaliśmy wiele książek, które przybliżyło nam Jego Osobę. Być może dla Wielu z nas Jezus przychodzący jako Małe Dziecko jest…. Najbardziej akceptowanym obrazem Boga. Doświadczamy wówczas czułości, nie boimy się podejść bliżej,  mniej w nas obaw i zawstydzenia, gdy chodzi o odsłonięcie własnej głębi. Z drugiej strony możemy czuć się zakłopotani, bo cóż począć z Bogiem absolutnie bezradnym, który wymaga opieki i obecności. Co Małe Dzieciątko, które nawet kołyski i porządnej wyprawki dla noworodka nie posiada, mogłoby zaoferować nam, którzy mamy tak wiele?

Serce – przestrzeń niezwykle osobista…

WSZYSTKIM, co Maleńki Jezus może nam zaoferować jest Miłość. I nawet w tym kontekście istnieje możliwość zatrzymania się na sloganie, ponieważ wszyscy wiemy, że Bóg nas kocha…,a życie jest życiem. Tak bardzo jesteśmy opuszczeni, samotni, dźwigający ciężary. Mamy trudne relacje z najbliższymi, borykamy się z problemami i w tym bałaganie Miłość? Tak! Właśnie tak! W tę trudną i mało reprezentatywną rzeczywistość przychodzi Miłość. I jesteś KOCHANY, KOCHANA NAWET JEŚLI…. JESTEŚ ZAOPIEKOWANY/ZAOPIEKOWANA NAWET JEŚLI…JESTEŚ WAŻNY/WAŻNA NAWET JEŚLI…. BÓG PRAGNIE CIEBIE NAWET JEŚLI…. BÓG OPIEKUJE SIĘ TWOIMI POTRZEBAMI NAWET JEŚLI….

Kiedy ślizgamy się po powierzchni, odwołując się tylko do bezpiecznej przestrzeni, to ostatecznie pozostajemy w swojej, dobrze znanej samotności. Kiedy pozwalamy Bogu kochać siebie coraz głębiej i mocniej to poziom szczęścia wewnętrznego wzrasta.  I wbrew temu co myślimy, zupełnie nie musimy zasługiwać na Miłość Boga, nie musimy być idealni, bezgrzeszni z wysprzątanym domem, poukładanymi relacjami z bliskimi i najmodniejszą choinką. On jedynie pragnie być z nami tu i teraz. W środku trudu, w samym środku zmagania, w samym środku zmęczenia. Właśnie na tym polega bliskość, kiedy druga osoba widzi nas i wspiera w sytuacjach mało reprezentatywnych, kiedy bywamy zmęczeni, zapracowani, sfrustrowani, robiący znów coś na ostatni moment. Z jednej strony w takich sytuacjach radzimy sobie sami, bo tego uczymy się w kontekście społecznym, z drugiej pragniemy wsparcia jak oddechu. I możemy je brać, uzyskiwać, przyjmować. Miłość czeka by zostać przez nas PRZYJĘTĄ  i w dalszym etapie ODWZAJEMNIONĄ. Może warto spróbować właśnie dziś? Mamy przed adwentowy czas. Czas czułej tęsknoty i spełnienia….

Product added to wishlist
Product added to compare.

Nasza strona używa cookies zgodnie z obowiązujacymi zasadami Unii Europejskiej.